Owsianka wbiła wzrok w nieruchome ciało szczeniaka, który przecież jeszcze przed chwilą łkał tak głośno i żałośnie o jej pomoc. Przecież to nie może się tak skończyć, nie teraz... Wcisnęła nos w jego pierś, jakby starając się go ogrzać, odrzucając łapami śnieg na boki. Wyglądała na tak żałosną, na tak zdesperanową. Jej serce pękało na miliony kawałków.
— Spokojnie, zaraz dojdziemy do obozu...
Przerwał jej głos jednego z gwieździstych piesków.
— Mała, on nie żyje — powiedział, stojąc tuż obok jej boku. — Lepiej zastanów się gdzie go pochowasz.
— Nie! — pisnęła, łamiącym się głosem. — Nie znasz się, jesteś martwy! Gadasz głupoty, nic nie wiesz o takich rzeczach, on po prostu śpi...
Z całych sił próbowała rozbudzić malucha, który mimo wszystko wciąż leżał, nieruchomo. Jego ciało nawet nie drgnęło, a Cynamonowa Pestka czuła jak siła powoli odchodzi jej z łap. Zaczęła się cała trząść, a łzy płynące po jej policzkach paliły ją przez zimno jakie w niej budziłi. Krople słonej wody powoli skapywały na pysk szczeniaka. Nawet to go nie rozbudziła.
Gwałtownie odwróciła się w stronę Gwiezdnego, z furią w oczach.
— Dlaczego na to pozwoliłeś?! To był niewinny szczeniak! Maluszek, który dopiero zaczął życie! — wykrzyczała w jego stronę. Sapnęła głośno, a kolejne słowa wylatywały z jej pyska. — Powinieneś coś zrobić! Jesteś Gwiezdnym czy nie?! Czemu nic nie zrobiłeś, czemu go nie uratowałeś?! Nie zasługiwał na to! — załkała, chąc znaleźć winowajce w tej sytuacji by choć trochę sobie ulżyć.
Pies pozostawał niewzruszony na jej krzyki, oglądając to całe widowisko zmęczonym wzrokiem.
— Bo nic by to nie zmieniło. Jego losem było umrzeć, tak samo jak moim czy twoim. Gdy do niego przybyłaś, jego dusza już przekraczała tą niewidzialną bariere między rzeczywistością, a światem duchowym. Nic nie mogłaś zrobić. Ja także nie mogłem nic zrobić — przerwał na chwilę, by spojrzeć w niebo, które powoli się przeżedzało. Pierwsze promienie słońca, przebijały się przez chmury. — Nie dasz radę walczyć z losem Cynamonko. Każdy kiedyś umrze, nie ważne jak bardzo będziesz się starać. Na wszystkich przyjdzie pora.
— I... I co? I tak po prostu mam to zaakceptować? — parsknęła.
— Tak. Tak, właśnie tak — westchnął, zerkając na nią. — Bo i tak nie masz wyboru.
Po tych słowach, rozpłynął sie tak szybko jak się pojawił, zostawiając Cynamonową Pestke samą.
Mieszanka uczuć jaka się w niej obudziła, powaliła ją na ziemie. Suczka zaryła ciałem w śnieg, nie mając nawet ochoty zamortyzować jakoś swojego upadku, a co dopiero się podnosić. Zdruzgotana, zaśmiała się smutno, ciągając ciągle nosem. Ból i bezradność rozrywały ją od środka, tworząc otchłań pod jej sercem i skręcając żołądek. Chciała po prostu zapaść się pod ziemie, ale to była ostatnia rzecz jaką mogła teraz zrobić.
Nie ma wyboru...
Dudniło jej to w głowie.
Nie ma wyboru.
Powtórzyła w myślach, tym razem z własnej woli.
— Nie mam wyboru — zaśmiała się delikatnie, acz smutno.
Spróbowała się unieść na swoich ciągle drżących łapach. Potrzebowała do tego dwóch prób, za pierwszym razem znowu wylądowała w śniegu. Gdy jednak udało jej się nie upaść, wzięła ostrożny wdech. Zimne powietrze wypełniło jej płuca, a ona sama obejrzała się na szczeniaka. Zaczęła kopać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz